W odpowiedzi Sitting Bullowi et consortes: Pogłoski o moim zaginięciu są mocno przesadzone [por. z Mark Twain]
————–
Znów było parę dni wyciszenia, bo łykałem tlen niczym pigułki na pamięć. Jak sądzę jest to z pożytkiem dla mnie (to najważniejsze), ale i dla wszystkich, którzy mają i będą mieli ze mną jakąkolwiek styczność. Czas wykorzystałem na pracę fizyczną, dość ciężką jak na mnie, bo mięśnie mówią mi, że nieco przedobrzyłem, na zaległe lektury i - jak mawiał klasyk - Ja bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i kur… będę jak brzytwa.
Był to także czas na lekturę tego, co w przestrzeni blogowej się pojawiało i pojawia. Zawartość jest tak bogata i ogromna, że przekracza możliwość ogarnięcia całości. Wśród autorów pojawiają się różne wrażliwości i motywy pisania tekstów. Dla jednych jest to forma osobistego pamiętnika (jest kilka, do których z przyjemnością zaglądam), dla drugich pasją jest pisanie o polityce (te teksty czytuję sporadycznie), dla innych wreszcie ważne jest pisanie o swoich pasjach, problemach, prowokowanie do myślenia i dyskusji. Ta ostatnia przestrzeń jest dla mnie najbardziej interesująca, bo można się zetrzeć na polu argumentów i sporów.
Od jakiegoś czasu - w kilku odwiedzanych przeze mnie miejscach - pojawiają się wypowiedzi stawiające problem, w jaki sposób egzystują teksty i w jakiej relacji są do rzeczywistości, a zwłaszcza do autora, który skrywa się za jakimś loginem, czy nickiem. Jeśli chodzi o mnie to zawsze utożsamiam się z tym, co piszę i tekst jest emanacją… może lepiej zabrzmi: prezentacją mnie i moich poglądów. Jest to prezentacja mnie, ale nie takiego jakim jestem sam w sobie tylko w sensie i takim zakresie, w jakim chcę się ujawnić. Biorąc pod uwagę dalszy żywot takiego tekstu i jego odbiór przez czytających to jest insza-inszość, gdyż tekst jest odczytywany w innym kontekście, którym są osobiste doświadczenie czytającego i język (świat pojęć), którym się posługuje się w myśleniu o sobie i świecie zewnętrznym. Owszem mogę w jakiś sposób uściślać rozumienie mojego tekstu, ale tylko o tyle, o ile odbiorca podejmuje dialog w komentarzach. Tak naprawdę tekst i zawarte w nich implikacje są ode mnie niezależne i żyją swoim życiem poza mną.
W takim razie - jest wielce prawdopodobne to, co napisała pewna E-postać - jesteśmy w przestrzeni blogowej loginami i nickami, a jako takich nie imają się obelga z obrazą. Wszelkie odniesienia do nas tak naprawdę czynione są w oparciu o słowa i dotyczą przestrzeni (obrazów) kreowanych tymi słowami, a nie do nas samych jako takich.
W tym miejscu zatrzymam się przywołując jedynie platońską opowieść o jaskini, która ilustruje różnicę pomiędzy światem rzeczywistym a pozornym. W skrócie wygląda to mniej więcej tak: jest jeden świat realny i jest to świat idei - zbioru prawzorów dla tych wszystkich niby-rzeczy, które postrzegamy zmysłami. To, co widzimy to cienie prawdziwego świata idei. Platon relację pomiędzy światem idei a światem znanym człowiekowi wyraził obrazem jaskini i przykutych w niej twarzą do ściany więźniów. Nie mogli widzieć bezpośrednio świata takim jakim był, gdyż był za ich plecami. Postrzegali go jedynie poprzez cienie rzucane na ścianę, do której byli przykuci (por. Platon, Państwo, ks. VII).

Zdj. z www.geocities.com
(20,262)