Fantastycznie…; Serdecznie witam…; Ciesze się, że mogę Was tu powitać…;, Wspólnie przeżywamy... etc. et bleeee bleeeeeee. Czy słysząc te słowa wierzycie choć w jedno z nich?
Coś, co kiedyś było dla mnie olśnieniem - jak amerykański uśmiech i wyciągnięcie dłoni, czy sakramentalne Fine, thanks rzucane w odpowiedzi na pytanie Jak się masz ? - dziś drażni mnie i zniesmacza. Przez to właśnie coraz rzadziej włączam telewizor, z którego znane nazwiska sprzedają swój sztuczny uśmiech i fałszywe zainteresowanie osobami, z którymi rozmawiają. Zapewne godzinę po programie nie potrafią przypomnieć sobie imion i nazwisk, często i twarzy ludzi, z którym i spędzili kilka godzin.
Teleturnieje jedne durniejsze od drugich, a skala trudności jest na poziomie pytania:
Jak nazywa się stolica Niemiec? Odp. A) Londyn Odp. b) Paryż Odp. c) Berlin
Gdzież im się równać z Wielką Grą prowadzoną przez niezapomnianą Stanisławę Ryster. Z uczestnikami tego teleturnieju, którzy musieli wykazać się ogromną wiedzą z jakiejś dziedziny. Program był na tyle rzetelny, że zapraszano ekspertów, by rozstrzygać wątpliwości dotyczące odpowiedzi. Biorący udział w Wielkiej Grze - zanim wzięli w niej udział - musieli przejść surowe eliminacje z wiedzy w danej dziedzinie zanim. Nie wystarczyło wysłanie listu, czy tylko smsa.
Czy ktoś jeszcze pamięta Tele Echo prowadzone przez Irenę Dziedzic? Mówi się, że to był pierwszy polski talk-show. Ależ na jakim był on poziomie zarówno osób zapraszanych, jak i przygotowania prowadzącego. Nie chodziło tam o mówienie w stylu, co się stało, gdy ktoś zdjął majtki, jak to ma miejsce obecnie. Przez jakiś czas współprowadzącymi program byli Edward Dziewoński i Bohdan Tomaszewski. Dziś niestety wszelkiego rodzaju tok-szoły pokazują ludzi, którzy za pieniądze sprzedają swą najintymniejszą sferę życia… często bardzo kloaczną w odbiorze…. Wszystko jest na sprzeda!!!
Gdy widzę w reklamach Pazurę, Lindę, Brodzik, Stuhra, czy Kondrata mam wrażenie, że pomyliły się im role, które mieli zagrać… Że wzięli do ręki nie ten scenariusz. Dla mnie aktor w reklamie to jak piękny but wdeptujący w parku w psie gówno. Owszem, wytrzeć można o trawę, ale smród zostaje.
Dlaczego takiej pomyłki nie popełnił nigdy nieodżałowany Gustaw Holoubek, Zbigniew Zapasiewicz, czy Krzysztof Majchrzak? Widocznie dosłownie i po herbertowsku odczuwają kwestię smaku i … mają smak.
Za 50 i 100 lat ich nazwiska będą, jak słupy milowe: Holoubek, Zapasiewicz, Majchrzak, Ryster, Dziewoński, Dziedzic…
(9,681)
Tags: aktor, fikcja, kloaka, kultura, przyzwoitość, smak, słup milowy, tv
