Posted by: lunetarius | 27 kwiecień 2008

Szczęście ślimaka

Wpływ materializmu na ludzką psychikę świetnie opisuje pewien eksperyment przeprowadzony na pięcioletnich dzieciach. Połowa ogląda program telewizyjny bez reklam, druga połowa ten sam program, ale przerywany reklamami pewnej zabawki. Potem wszystkim dzieciom pokazuje się zdjęcia dwóch chłopców, z których jeden zostaje opisany jako “miły”, a drugi jako “niezbyt miły”. Przy czym niezbyt miły trzyma w rączce zabawkę z reklamy. Dwa razy więcej dzieci spośród tych, które oglądały reklamę, deklaruje, że wolałoby się pobawić z niemiłym chłopcem. Wniosek: materialistyczne pragnienia potrafią w ciągu półgodzinnego programu przytłumić takie wartości jak przyjemność obcowania z sympatycznym człowiekiem.

Od zarania dziejów ludzie prześcigają się w pomysłach, co zrobić by być szczęśliwym. I jaki efekt tych zabiegów? Ile ludzi, tyle pomysłów. Powyższy przykład pokazuje, że skłonności mamy bardziej ku tym, co posiadają jakąś rzecz niż ku tym, którzy są wartościowi sami w sobie. W rankingu stawiamy wyżej ludzi oceniając nie ich samych, ale to co posiadają.

Systemy religijne i filozoficzne podsuwały i podsuwają najróżniejsze rozwiązania. Były i są nurty hedonistyczne, które każą używać życia i wszystko traktować przedmiotowo. Jednak na gruncie teoretycznym - nie mylić z praktycznym - nie zdominowało to myślenia o szczęściu człowieka. Są też nurty zbliżone do tego, co znalazło swe odzwierciedlenie w dekalogu, gdzie słowo pożądanie odnosi się do ludzkiej skłonności myślenia o posiadaniu osób, rzeczy itp.

Wczoraj dyskutowaliśmy o szczęściu

Rozglądając się wokół siebie dostrzegamy osoby, których iloraz inteligencji jest, jak wahania spółek giełdowych, raz rośnie wraz z zasobnością portfela, drugi raz maleje, gdy portfel pustoszeje.

Często jesteśmy w rozdarciu, bo chcemy zjeść ciastko i mieć ciastko. Przytoczony na wstępie opis eksperymentu pochodzi od Olivera Jamesa, który przeprowadził badania dotyczące szczęścia. I co najciekawsze doszedł do wniosków zaskakujących, choć potwierdzających tezy systemów etycznych i religijnych mówiących, że posiadanie przedmiotów nie daje szczęścia. Nadmierne posiadanie i dążenie do posiadania prowadzi do zaburzeń emocjonalnych. 26% Amerykanów walczy z zaburzeniami emocjonalnymi i tylko 4,3% Chińczyków ma podobne problemy. Wolny rynek idący w parze z materializmem, konkurencją i obietnicą, że wszystko zależy tylko od nas, na dłuższą metę okazuje się nie do wytrzymania dla ludzkiej psychiki.

Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (Mateusz 6,21) - jest to zasada uniwersalna i prawdziwa w odniesieniu do każdego człowieka.

(17,167)

Tags: , , , , , ,

Responses

Poczucie szczęścia nie ma nic wspólnego z zasobnością, pod warunkiem że są zaspokojone podstawowe potrzeby egzystencjalne. Samo pojęcie “podstawowe potrzeby egzystencjalne” jest oczywiście bardzo niejednoznaczne. Dla mnie to raczej osobnicza zdolność, wrodzona?, wyuczona?
Szczęście nosi się w sobie.

Lunetarius
Syntetycznie,a le treściwie ujęłaś problem. największym problemem są granice tego, co określiłaś mianem podstawowe potrzeby egzystencjalne
Miej proporcje Mocium Panie :-)

Witaj Ojcze w wieczór niedzielny, po poprzednich dysputach dla mnie smutny.
A zatem wielkie dzięki, żeś trącił temat “ślimaczy”. Najpierw o żyjątku będzie, których mam nadzieję z ogrodu nie wywalasz wprost pod buciory przechodniów lub na jezdnię?
Musiałabym ganiać gdzieś w stronę Wielkopolski zbierać te biedactwa, co robię nieomal codziennie przy naszych tutejszych działkach. Nie dlatego, żem taka dobra! Żal mi po prostu ślimaków! Nie doznały swego szczęścia, a tu je zaraz ktoś brutalnie rozdepcze. I tu dochodzimy do sedna:
“Pieniądze szczęścia nie dają,” ktoś tam śpiewał, lecz kufereczczek stóweczek - daj Boże “itd.
Okazuje się, że w obecnym skomercjalizowanym świecie, brak tych stóweczek wielu osobom zagradza drogę do godnego życia, lepszego zdrowia, nawet do początku godnej kariery, czy godziwego startu, tak się to dzisiaj nazywa. Nie ma kasy, brak na bilet, na narzędzia do pracy, jednym słowem prozaicznie i stosunkowo tanie dobra dla wielu są nieosiągalne.
A wtedy człek (głównie myślę tu o młodych i ludziach w pełni sił, zawodowo aktywnych) nagle robi się… bezradny.
Bezradny… prosta droga do tego, by się poczuć może nie nieszczęśliwym, ale nie szczęśliwym.
I tu jest moim zdaniem ślimak pogrzebany.
Bywa,że ślimakowi… pozazdrościć można.

Aby uprzedzić wszelkie pouczenia i połajanki komunikuję, że aktywność moja zawodowa ma się dobrze, a nadaktywność blogowa spowodowana jest przesytem z powodu tej pierwszej. Ale niebawem się poprawię!

Lunetarius
Żadnych połajanek nie będzie, gdyż w nicpotość niecnoto dziś nie popadłaś:-)))
W imieniu mego ślimaka uprzejmie donoszę, że ma się on dobrze i podlega najwyższej ochronie. a poza tym jest znakomitym partnerem do rozmów… tzn. ja mówię lub dywaguję pod swym czerepem, a on cierpliwie JEST.
Co do twego rozdarcia pomiędzy pracą a kicaniem niczym sarna co poniektórych blogach powiem tylko tyle byś zachowała we wszystkim umiar, a będzie dobrze.
Jeśli jakoweś swe dzieła będziesz miała zeskanowane nie omieszkaj ich przesłać

Nie zgodzę się. Ale ja już tak mam, że nawet zgadzając się, wolę ku rozwojowi i poszerzaniu horyzontów, skontrować ;)

Otóż moim zdaniem przykład z dzieckiem jest nieprawny wobec reszty, dotyczącej świadomych wyborów ukształtowanego, dojrzałego Człowieka. Nie zawsze wybieramy to, co się opłaca - są i tacy, którzy wybierają to, co warto. A to wielka różnica :) Jednakże do dokonania takiego wyboru, jak i dostrzegania różnicy, potrzeba dojrzałości, wiedzy i umiejętności świadomego kierowania sobą. To, że dziecko będzie wkładało ręce w ogień, oznacza, iż mamy skłonności do autodestrukcji tą drogą?

Lunetarius
Twoje prawo nie zgadzać się dla zasady. Uważaj tylko, by się w ferworze nie zgadzania nie zapętlić:-))) Bo może pojawić się sytuacja, że w pewnym momencie przestaniesz zgadzać się sama z sobą.
Opisany przykład jest faktem i trudno się nie zgadzać z faktami. Natomiast, czy dorośli tak postępują? Nie wszyscy, ale sposób kształtowania dziecka i pokazywane mu wzorce wpływają na zachowania w wieku dorosłym.

Dygresja

Jakiś czas temu pewna znakomitość naukowa wygłaszała podczas konferencji odczyt na temat, w którym uznawana była za autorytet. W trakcie wykładu po jakimś stwierdzeniu poderwał się jeden ze słuchaczy i zawołał:
- Ależ Panie Profesorze! pańska teza jest w niezgodzie z faktami!!!
- Tym gorzej dla faktów - skwitował niczym nie zmieszany profesor.

Nie o to mi chodzi, że przykład nie jest faktem. Uważam jedynie wniosek z “eksperymentu” na dzieciach błędny, jako interpretację dla dojrzałych ludzi. To tak, jakby zachowania myszy przypisywać we wnioskach końcowych także koniom… oczywiście, przerysowałam celowo. W mniejszym zakresie - jakby stawiać tezę o ogóle Ludzi na podstawie badań psychicznych Ludzi z zaburzeniami psychicznymi. W końcu to też Ludzie, prawda?

Nie zapętlę się, spokojnie ;) Umiem zbijać własne argumenty, co nie przeszkadza mi w ich posiadaniu i obronie :)

_____________________________

Jeszcze jedno mnie ciekawi. Przeczytałam ten wpis kolejny raz i w dalszym ciągu nie wychwytuję związku zakończenia słowami Jezusa do wcześniejszej treści..
Mógłbyś rozwinąć?

Lunetarius
Ad mysz i koń.
To nie jest przerysowanie, choć brzmi błyskotliwie. Jest to pomieszanie (tohu wabohu), które zakłada, że dziecko jest innym gatunkiem niż dorosły człowiek. Pomijasz omyłkowo lub świadomie fakt pewnego continuum bycia człowiekiem i wpływu tego, co w dzieciństwie na to, co w wieku dorosłym. Podobnie przywołanie osób sprawnych intelektualnie inaczej. człowiek dorosły jest pewnych wynikiem tego wszystkiego, co spotkało go w przeszłości. Temu sie nie da zaprzeczyć zgrabnymi bon motami.

Ad cytat z Jezusa
Jak sądzę, a nawet jestem pewien, że rozumiesz ostatni cytat lepiej niż ja, ale próbujesz mnie wciągnąć w dysputę niczym Sokrates mędrków chadzających po Agorze:-)
Sens tej wypowiedzi ściśle się wiąże z treścią wpisu. Kwestia interpretacji to rzecz pozostawiona czytelnikowi. Nie roszczę sobie prawa do dawania gotowych recept.
Skarb w rozumieniu cytowanego tekstu to coś, co jest najważniejszego dla danego człowieka. Na niego ukierunkowuje swe myśli, a jeśli tak to serce i wszystkie jego emocje są nań nakierowane. Ilu ludzi tyle różnych rozumień tego, co najważniejsze i dające szczęście. To tyle.

PS. Przepraszam za literówki i drobne błędy logiczne w dwóch zdaniach, trochę mam głośno wokół głowy;)

Anegdota z Profesorem trafna - przekonanie o własnej nieomylności rośnie, niestety, wraz z posiadaną wiedzą i ilością literek przed godnością ;) Oczywiście, istnieją chwalebne wyjątki.

Witaj, “Wolałbym raczej ponieść porażkę robiąc to, co kocham niż osiągnąć sukces w czymś, czego nienawidzę.” Pozdrawiam słonecznie

Lunetarius
Ale, czy gorycz porażki nie spowoduje, że przestaniesz kochać to, co obdarowało Cię porażką?
Ale co tu dyskutować z kimś, kto wkleja wszystkim ten sam wpis. Kolejny kolekcjoner wejść, linków i pozycjonowania.

Nie zaprzeczam w żadnym wypadku, iż Człowiek dojrzały jest pewną wypadkową wszystkiego, co spotkało tegoż Człowieka od lat najmłodszych (chociaż aż sie prosi o zaznaczenie w tym miejscu, ze może stanowić albo ksero, albo negatyw, wzorców i Nauczycieli;)). Niemniej twierdzenie, iż mamy na podstawie zacytowanego eksperymentu skłonności do bycia interesownymi przede wszystkim, ubliża dojrzałemu Człowiekowi, który podejmuje samodzielne decyzje w tej kwestii, nie jest jedynie kierowany głównie instynktem i ciekawością (jak to ma miejsce w przypadku małych dzieci).
Podałam Ci przykład z ogniem. Większość dzieci, widząc go pierwszy raz, włoży w płomień rękę, czy palec - czy to świadczy o skłonnościach Ludzi, jako takich? Czy jedynie o pewnym schemacie zachowań przypisanych określonemu stadium rozwoju?

Mylisz się, nie chciałam Cię wciągnąć w żadną dyskusję na temat, a jedynie nie rozumiem powiązania wersetu z wpisem :) Wciąż :) Skoro rozumiemy słowa Jezusa tak samo (wnioskuję z tego, co napisałeś), to jakie to ma powiązanie ze szczęściem? Człowiek nastawiony materialistycznie często nie jest szczęśliwy - stąd spory odsetek depresji, czy nieumiejętność budowania trwałych relacji przez “ludzi sukcesu”. Doskwiera im samotność. Kochają tak bardzo skarb, jakim jest np. kariera, że nie potrafią z niego zrezygnować w stopniu, który dałby im spełnienie, szczęście, poczucie bezpieczeństwa. Więc - czy można powiedzieć, że skoro skarb ich tam, gdzie serce, to są szczęśliwi?
Właśnie dlatego prosiłam o rozwinięcie :)

Do stosowanych przez Ciebie terminów nie mogę się odnieśc, jako tylko muzyk, wybacz :) Bardzo lubię takie dyskusje, ale muszę sprowadzać wszystko do języka ogólnie stosowanego, będąc laikiem :)

Do jakiegoś “potem” :)

Lunetarius
Szkoda, że nie miałaś intencji wciągnięcia mnie w dyskusje… A już się łudziłem :-)))

Skarbem w rozumieniu Jezusa są nie tylko dobra materialne, ale dobre relacje z Bogiem - Jego Ojcem. Dobre relacje z innym ludźmi. Jezus pokazuje w tym stwierdzeniu, że każdy ma różne rozumienie skarbu , że często są to dobra materialne i kariera, które prowadzą na manowce. I te manowce ludzkich pragnień i mniemań o szczęściu sprawiają, że człowiek jest nieszczęśliwy.
Dobrze jest odczytać powyższy cytat w kontekście wtedy dostrzeże sie związek z całym wpisem:

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. ( Mateusz 6,19-21)

oraz

A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?» Odpowiedział mu: «Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania». Zapytał Go: «Które?» Jezus odpowiedział: «Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!» Odrzekł Mu młodzieniec: «Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?» Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. (Mateusz 18,16-22)

Ze tez takie pierdy wypisujesz, jak by nie było ciekawszych tematow. Kogo to obchodzi i w ogole kogo powinno obchodzic to, w jaki sposob ktos chce byc szcześliwy. Piszesz tak, jak bys pisal z pozycji kogos kto nic nie posiada i probuje dorobic do tego ideologie. A ze jakis anglosaski glupek podsunal ci mysl i przyklady to skrzetnie sie nim posluzyles.

Lunetarius
Właściwie to nie wiem, czy chcę cokolwiek odpisywać na taką zjadliwość. Możesz się ze mną nie zgadzać i uważać, że błędnie coś oceniam, ale mam prawo i tego oczekuję… dyskursu na pewnym akceptowanym przeze mnie poziomie. Sposób, w jaki wyrażasz swoje zdanie, nie odpowiada mi.

A widzisz - i teraz idziemy, powiedzmy, w kierunku słusznym ;)

Jeśli dodać do tego “szczęśliwi, którzy są świadomi swej potrzeby duchowej” (Mat. 5,3), widzimy, gdzie tkwi szczęście zdaniem Cytowanego. Nie tam, gdzie nasz skarb, do którego lgniemy sercem, ale tam, gdzie skarb prawdziwy. To jest pkt. widzenia Jezusa. Właśnie dlatego młodemu, majętnemu Mężczyźnie, nie dane było czuć się szczęśliwym, posiadając dobra materialne i wypełniając literę Prawa nawet w znacznym stopniu. Dlatego też powiedziano, że najtrudniej będzie wejść do Królestwa Niebieskiego bogatym - ich skarby są ciężarem dla ich serc, nie radością. Oczywiście, nikt nie każe każdemu wierzyć w Boga, ale prawda ta ma znacznie szersze znaczenie - trudno o szczęście na co dzień, gdy przytłacza pogoń za pieniądzem.
Nie skazuje to z góry Ludzi majętnych na porażkę, ale ukazuje niebezpieczeństwo pokochania dóbr materialnych ponad wszystko. Ilustrując, choćby w wyobraźni - można patrzeć na świat przez banknot odwrócony do oczu jedynie krawędzią - wtedy wymaga to nieco wysiłku, ale widać wszystko, nie głównie pieniądze. Można też, niestety, patrzeć na jego awers, czy rewers - wtedy widzimy głównie pieniądze, a świat poza przestaje być dostrzegalny w rzeczywistym wymiarze i wartości.

Teraz Twoja wypowiedź jest pełna i zrozumiała.. i przytoczyłeś dokładnie te wersety, o których myślałam ;) I, kurczę, nie mam się dalej do czego przyczepić :))) A czasu nadto, bo odleguję choróbsko ;)

Lunetarius
Co do cytatu zakładałem - w swej naiwności zapewne - że jest on zrozumiały dla znających teksty biblijne, a przynajmniej kontekst, w którym należy rozumieć i skarb i serce w relacji do siebie.

Co do choróbska to jedna z chorób tylko jest przeze mnie akceptowana i dopuszczalna: choroba miłości, czego Tobie i wszystkim niedomagającym na zdrowiu życzę. Michel Sardou, La maladie d’amour

Dzień dobry, ja bardzo proszę o rozpoczęcie pisania po godzinie 15-tej, kiedy to ludzie pracy udają się do domów i w spokoju mogą pokontemplować to i owo… A Wy - najciekawsza dyskusja w czasie “roboczogodzin”…
Dziękuję za uwagę :))))
Cześć Flamenco (że pozwolę sobie znowu na odrobinę prywaty)…

Lunetarius
Każda pora na dyskusję jest dobra, w każdym momencie można dołączyć lub oddalić sie:))). Poza tym masz już łatwiejszą pozycję startową znając wyrażone poglądy.

Aczkolwiek nie tylko tacy tu bywają, a ja - z kolei w naiwności własnej - zawsze zakładam, że czyta mnie Osoba nie mająca pojęcia o zawiłościach tematu, która może zechcieć się włączyć w dyskusję i warto dać podłoże, by mogła zapuścić korzenie.. nawet, jeśli jedynie ciekawości motywującej do analizowania napisanego :)

Charmee, korzystam, póki mogę, bo z domaganiem mam na bakier ;) A spamować możesz u mnie, chwilowo otwarte ;))

Lunetarius
Przyjmuje pokornie sugestię i obiecuję poprawę:-)

Oj. Zapomniałam podziękować za życzenia i tubkę;) No więc niniejszym DZIĘKUJĘ :)

Lunetarius
Na zdrowie

Nie obiecuj, bo rozliczę ;)

Milknę, w oczekiwaniu na swieży pokarm :) Prześpię bakterie tymczasem..

No proszę! Odwieczny problem: Mieć czy być! Chciałabym głośno krzyczeć że BYĆ ale… całymi dzionkami uganiam sie za tym żeby mieć. Mam nadzieję, że w zaświatach będzie mi to wybaczone bo robię to z musu niewolnika zagonionego w kierat. Natomiast w sercu cały czas noszę intencję żeby BYĆ. Tak po prostu BYĆ…

Lunetarius
Jasne, że BYĆ, ale żeby być trzeba co nieco mieć. Ważne by zachować równowagę pomiędzy tym, co najważniejsze a tym co niezbędne.

Strasznie analitycznie się tutaj zrobiło, zdaję sobie sprawę, że za słowem stoi określony ładunek emocjonalno – poznawczy, ale czy tak bardzo trzeba interpretować każdy przypis, cytat?
Temat szczęścia jest jak rzeka, w której każdy chce się, choć przez chwilkę, zanurzyć. Jedni moczą się w niej, inni tylko pluskają. Uważam, że nie okoliczności sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi. To właśnie ludzie szczęśliwi potrafią kształtować swoje życie tak, aby sprawy układały się po ich myśli.
Czy szczęścia można się nauczyć? Czemu nie, skoro nauczyliśmy się budować dobre relacje interpersonalne, przezwyciężać fobie, lęki, wzmacniać poczucie własnej wartości, kreować swój wizerunek, to dlaczego nie mielibyśmy nauczyć się być szczęśliwymi?
Nie ma recepty na szczęście, ale mogą być dobre rady, z których często i chętnie korzystam :)
1.Koncentruję się na dobrych chwilach swego życia.
2.Rozwijam się. Człowiek, który jest ciekawy świata i stara się zrozumieć rzeczywistość, ma poczucie większej kontroli nad swoim losem.
3.Dbam o dobre kontakty z innymi, w końcu jesteśmy istotami społecznymi.
4.Pielęgnuję swoje pasje i zamiłowania.
5.Troszczę się o swoje ciało.
6.Uśmiecham się często.
7.Myślę pozytywnie.
W dużej mierze szczęście zależy od sposobu patrzenia na rzeczywistość. Szklanka może być albo do połowy pełna albo w połowie pusta.
Pozdrawiam.

Lunetarius

Witam imienniczkę jednej z moich ulubionych książek nieodżałowanego Stanisława Lema.
Piszesz, że aż nadto analitycznie? Może i tak, ale czasami to też jest potrzebne by pobudzić szare komórki. Poza tym nie jest to jakaś egzegeza tylko - do pewnego stopnia - prowokacja mająca skłonić do refleksji. Sądząc z wypowiedzi PT Komentatorów oraz Twojej znajduję, że cel został osiągnięty.
Twoje zdanie dotyczące rad kupuję i podpisuję się pod nim. Dzięki radom, a zwłaszcza słuchaniu ich można uniknąć czasami twardego lądowania bez wysuniętego podwozia;-)

@ solaris, pozdrawiam serdecznie;-)))Twój punkt widzenia, to również moja obecna recepta na życie.Kiedyś było inaczej. I jedyne czego mi brakuje to moich “drogich nieobecnych”, z którymi mogłabym się dzielić radościami i troskami. Ale i do tego powoli się przyzwyczajam. Zubożona o te największe skarby - mimo wszystko dostrzegam barwy tego świata.

@ Lunetariusie;-))) Twój ślimak który jak piszesz JEST, ani chybi jest płci żeńskiej. Może i ona ładna nie jest (tak na oko), ale za to m i l c z y! Któż by nie marzył o takim słuchaczu… Pozdrawiam wszystkich milczków….

Lunetarius
Dlatego tak bardzo cenię sobie ślimaka. Po prostu nie pyskuje, nie kłóci się i co najważniejsze nie przypali zupy:-)

po pierwsze: zgadzam się z uliszką: szczęście nosi się w sobie i nie zależy ono od zasobności portfela… twierdzę wręcz, że jest odwrotnie… im portfel zasobniejszy tym zdolność do odczuwania szczęścia zdecydowanie mniejsza…

Lunetarius

Właściwie jest to potwierdzone empirycznie.

Cieszę się,że przytoczyłeś kontekst z wersetów ewengelii Mateusza, bez którego wytłuszczony tekst nie byłby zrozumiały. Jest rzeczą oczywistą, że nikt mi ukarać nie może wrażliwości na krzywdę, piękno muzyki, miłości do… /właściwe wpisać/, cierpliwości, czułości.
Nie będę mnożyć przykładów. Proszę przeczytać I List św.Pawła do Koryntian, rozdział 13 /Hymn o miłości/
Żaden mól mi tego nie zeżre, ani rdza pochłonie.
Taki człowiek jest szczęśliwy. A przymioty duchowe to właśnie ten SKARB, o którym mówił Jezus. A jeśli do to będzie twoim skarbem serce pójdzie za skarbem.
Jeśli uznałeś, że lepiej BYĆ niż MIEĆ już jesteś szczęśliwy.
Zapewne wielu zna tekst Desideraty śpiewanej przez artystów z Piwnicy pod Baranami. Jest mądry i piękny. Nie zacytuje całego, znając “ciętą łapkę nożycorękiego”.
Ponieważ zmaterializowanie potrzeb ludzia jest tak galopujące, pozwolę sobie na malutki promyczek z Desideraty:

Z całym zakłamaniem,znojem i rozwianymi marzeniami
ciągle jeszcze ten świat jest piękny.
Bądź uważny,staraj się być szczęśliwy

Skarb w sercu on jest .

Przyszota…no skarb jeden nie przypali zupy!!!!!!

Lunetarius
A pewnie, że Nożycoręki chlasnąłby po takich wklejankach, gdyż bo tekst Desideraty jest już na blogu od 17/10/2007:-)
Zobacz: Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu…

szkoda, że nie można odpowiedzieć w tym samym wątku, więc tutaj… empirycznie i w dodatku z autopsji… wciąż wspominamy jak szczęśliwi byliśmy na 32m2 kawalerki, jak potrafiliśmy się cieszyć małymi rzeczami… co nie znaczy, że teraz jesteśmy nieszczęśliwi, ale znacznie trudniej wprowadzić się w stan euforii ;)

Lunetarius
Ale dla mnie i tych co po kolei śledzą komentarze czytelna dopowiedź

@ Autorze
Od niedawna tu goszczę,nie mam czasu grzebać
w archiwach..ale skoro tak piszesz…… inni też mogą sobie tam wycieczkę zrobić.Zacny tekst.!

@ skem,
dobra konkluzja.Czy szczęście to stan euforii ?
Czasem wpadamy w stan euforii,gdy uda nam
się wygonić przysłowiową ” kozę” z dowcipu
żydowskiego.
Właśnie padł mi jedyny odtwarzacz muzyki z
płytek CD, jesli zbiorę na nowy! Cóż to będzie
za radość!!! Łał!!!!!!!

Lunetariusie! pozycja startowa po wyrażonych poglądach wcale nie jest taka komfortowa, trzeba
wybierać: pisać swoje, czy się “odnosić”. Albo jedno i drugie. W tym myślokwiku, to trochę trudne. Wszak wybory i dylematy też są… Niektórzy wolą ziemię dziewiczą.

Lunetarius

Bzyku! Można pisać i ignorować komentujących, ale to chyba nie o to chodzi, bo wpis w blogu jest formą swoistego dialogu.

bzyk: oj będzie :), szybkiego spełnienia życze.. choć podobno na coś dobrego warto poczekać… czego (czekania) szczerze nieznoszę

Dzieki ! skem, martwi mnie, że bez CD demo,bardzo zaniedbałam perfekcję gry na bębnach jambe/sąsiedzi o dziwo wolą to od pianina?/ i kanarki uwielbiające Mozarta obraziły się na mnie i demonstrują to obsesyjnym wgapianiem się w sprzęt i chowaniem sie za doniczką, o wstręcie do mnie w czarnych ślepkach nie wspomnę.

Jejku!!!!! Woalem czułego miłosierdzia otulił mnie Autor wspaniałą Dion. Jeszcze!!!! Jeszcze !!!!!!

Uliszka ze znakiem zapytania napisała-wyuczona ? ja też tak myślę..bo szczęście jest czynnikiem stałym..tylko każdy musi dojrzeć,dorosnąć ,nauczyć się by je dostrzegać:) czuć itd :) a przede wszystkim doceniać:)
pozdrawiam :)

Leave a response

Your response:

Categories